niedziela, 2 kwietnia 2017

W drodze do Królestwa Błyskawic

 




Ścieżka, na której znalazła się Paula, rozwidlała się na cztery części. Pierwsza była nadal pokryta przepięknymi kwiatami, druga odstraszającymi szkieletami, na końcu trzeciej znajdowała się długa jaskinia, a czwarta prowadziła do zwykłego drzewa. Paula oczywiście wybrała tę pierwszą. Po kilku krokach usłyszała dziwny dźwięk i nagle ujrzała przed sobą ufoludka. Cechowała go szczupła sylwetka, miał wydłużoną twarz, zieloną cerę i był nieco nietradycyjnego, bardzo małego, wzrostu. Gość z innej planety okazał się przyjaznym i bardzo rozmownym stworkiem. Mówił dużo i szybko, i wcale mu nie przeszkadzało, że Paula milczy. Miał na imię Łobełt. Przed chwilą uczestniczył w kosmicznej gymkhanie, a kiedy przeskoczył przez kolejną przeszkodę, jego kosmiczny wóz zaczął spadać w dół. Na chwilę stracił przytomność, a gdy otworzył oczy, zobaczył przed sobą Paulę. Rozejrzał dookoła i domyślił się od razu, że znalazł się na ścieżce prowadzącej do Królestwa Błyskawic. Był pilnym uczniem w swojej kosmicznej szkole, a na ostatnich zajęciach z geograficznej fantastyki poznawali właśnie tę tajemniczą krainę. Zaproponował, że skoro się tu spotkali, to mogą pójść razem do Królestwa, bo on po prostu uwielbia przygody. Paula się zgodziła.

Przez jakiś czas szli w milczeniu aż ujrzeli ogromną, murowaną, ozdobioną pięknymi rysunkami ścianę z zamkniętymi wrotami z cyfrowym zamkiem pośrodku. Spostrzegawczy Łobełt od razu zauważył wkopane w ziemię liczydła, a tuż nad nimi zapisane na murze matematyczne zadanie: 188*2+380/2. Paula podbiegła do liczydeł, ale nie zdążyła z nich skorzystać, bo Łobełt, który był bardzo bystrym stworkiem, już miał rozwiązanie. Była to liczba: 566. Wprowadzili kod, wrota się otworzyły i mogli iść dalej. Paula poczuła się głodna, długo się więc nie zastanawiając, wdrapała się na rosnącą przy ścieżce jabłoń. Tradycyjnie rozdrapała sobie oba kolana. Jabłka smakowały wyśmienicie. W środku jednego z nich zamiast pestek była kostka. Mieniła się różnymi kolorami. Przyjaciele pomyśleli, że warto ją zabrać ze sobą. Po krótkim pikniku ruszyli dalej.

Przy następnych wrotach spotkali strażnika. Był nim owłosiony troll Maksymilian, który miał dla nich kolejne zadanie:

- Jeżeli poprawnie i głośno któreś z was wykrzyknie słowo: konstantynopolitańczykowianeczka, wrota się otworzą, a ja pozwolę wam iść dalej - powiedział groźnie, a po chwili dodał: Macie tylko trzy próby!

Paula nie mogła krzyczeć, Łobełt natomiast nie znał wielu dźwięków występujących w tym wyrazie. Sytuacja wyglądała naprawdę beznadziejnie. Ufoludek był jednak bardzo dzielny, nie bał się żadnych wyzwań, więc spróbował. Niestety dwie próby się nie powiodły. Gdy zamierzał się podjąć trzeciej, ostatniej, strażnik szyderczo się zaśmiał:

- Nie dacie rady! Przenoszę Was na ścieżkę ze szkieletami - powiedział i schwycił Łobełta.

Widząc to Paula, zaczęła przeraźliwie krzyczeć: nieeee... A gdy zrozumiała, że odzyskała głos, krzyknęła najgłośniej jak potrafiła: konstantynopolitańczykowianeczkaaaaaa!!! Troll, nie mogąc tego znieść, puścił ufoludka, by zatkać sobie uszy rękoma. W tym momencie wrota się otworzyły, a przyjaciele błyskawicznie znaleźli się po ich drugiej stronie. Paula jednak nie zdążyła się nacieszyć odzyskanym głosem, bo i tu czekała na nich przykra niespodzianka. Stanęli przed ogromną kałużą. Łobełt był prawdziwym dżentelmenem. W kosmicznym bufecie zawsze przepuszczał dziewczynki do przodu, a w kosmicznym autobusie ustępował miejsca seniorom. Nikt go nie mógł nazwać besserwisserem. Tym razem również zachował się elegancko - przeniósł Paulę przez wodę, sam jednak cały przemókł i przyjaciele musieli zaczekać dopóki wyschnie jego ubranie.

Kiedy znowu ruszyli, nad ich głowami przeleciała strzała, a przed nimi mignęły dwie dziwne postacie przypominające parkurzystów. To wszystko było naprawdę bardzo niezwykłe. Niedługo po tym spotkali kolejnych strażników. Było ich dwóch i nie wyglądali tak groźnie jak Maksymilian. Wyraźnie się też ucieszyli na widok Pauli i Łobełta:

- Nareszcie jesteście! Od dawna na was czekamy. Chodźcie za nami! - powiedział jeden z nich.

Od strażników Paula i Łobełt dowiedzieli się, że dwie dziwne postacie, które widzieli przed chwilą, to złodzieje błyskawic i wszystkich skarbów przyrody, takich jak wiatr, słońce, deszcz. Są niesamowicie szybcy oraz  zwinni, nikt nie jest w stanie ich dogonić. Pomóc mogą tylko oni, Paula i Łobełt. Król Królestwa Błyskawic, a także wszyscy jego mieszkańcy czekają na ich przybycie od dawna. Przyjaciele zrozumieli, że wcale nie znaleźli się tutaj przypadkowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz